standard Obniżki stóp nie oznaczają tańszych kredytów

W ubiegłym tygodniu RPP obniżyła główną stopę proc. o 50 pkt bazowych, do 2 proc. w skali roku. Stopa lombardowa została ścięta o 100 pkt bazowych – do 3,00 proc. Stopa depozytowa pozostała bez zmian – na poziomie 1,00 proc. Z kolei stopę redyskonta weksli obniżono o 50 pkt bazowych – do 2,25 proc. Nie musi to jednak oznaczać potanienia kredytów.

Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, prezes NBP Marek Belka pytany był przez dziennikarzy, czy decyzja o obniżeniu stopy lombardowej (która to stopa jest podstawą do liczenia maksymalnego oprocentowania kredytów gotówkowych i kart kredytowych) nie spowoduje zaostrzenia kryteriów przy udzielaniu kredytów konsumpcyjnych i jednoczesnego odpływu klientów do parabanków. Prezes Belka stwierdził: „(…) kredyty te są w Polsce oprocentowane bardzo wysoko, o wiele wyżej niż w kraju, do którego możemy się w tej sprawie porównać, czyli na Węgrzech. Nie sądzę, aby nasze banki miały problem z rentownością. Nie sądzę także, aby nie dały sobie rady w nowych warunkach. Jeżeli obniżka spowoduje wzrost popytu na kredyt konsumpcyjny i przepływ z parabanków i innych organizacji pożyczających pieniądze do banków, to banki, rozszerzając wolumen tych kredytów, mogą zwiększyć swoją rentowność.”

Po obniżce stóp procentowych maksymalny koszt oprocentowania kredytów konsumenckich wyniesie 12 proc. (czterokrotność stopy lombardowej), a nie 16 proc., jak dotychczas.

oprac.: redakcja